sobota, 4 stycznia 2014

KOLEJNY BLOG.

 Dla osób, które z jakiś powodów jeszcze tutaj wchodzą, mam dobrą wiadomość, jak mniemam. Ostatnio dużo czasu spędziłam na pisanie rozdziałów do nowego opowiadania i nazbierało się ich aż jedenaście. Dostałam od jednej dziewczyny nagłówek i ogarnęłam już bloga w całości, więc pomyślałam, czemu nie wcielić Your choice w życie? Tak o to przychodzę do was z linkiem do nowego bloga! Mam nadzieję, że spodoba wam się równie mocno, jak dwa poprzednie. Czekam na wasze szczere opinie kochani.

A OTO LINK:
http://yourchoice-story.blogspot.com  ♥.

sobota, 11 maja 2013

Epilog ♥.

 10 lat minęło jak jeden dzień.. Zdecydowanie. Czas przeleciał tak szybko, że nim się obejrzałam, a stałam się dorosłą kobietą z pracą, rodziną i obowiązkami.
 Dużo się od tego czasu pozmieniało. Po ślubie, który odbył się przed moją pierwszą ciążą zamieszkałam tylko z Liam'em w dużym domu na przedmieściach Londynu, ponieważ oboje woleliśmy trochę spokoju. Mam dwójkę dzieci, Matt'a (3 latka), który przyjął imię po moim przyjacielu Mateuszu z Polski oraz Louise, która dziś kończy roczek.
 Jeśli chodzi o naszą pracę.. One Direction wciąż istnieje. Dają z siebie ile mogą i nadal tryskają wielką energią, której szczerze im zazdroszczę! Ja zostałam fotomodelką, Ola piosenkarką mającą na swoim koncie dwa albumy, natomiast Dominika jest znaną tancerką.
 Praca fotomodelki zajmuje mi dużo czasu i jeśli nie mogę zostać z dzieciakami, to nie mam problemu, bo podrzucam je albo do moich rodziców, albo do Wolverhampton, do rodziców Liam'a. Ruth i Nicola są bardzo zadowolone kiedy przywożę im maluchy, bo są w nich zakochane po uszy, zupełnie jak my wszyscy.
 Co się stało z Danielle? Och, ona wyjechała! Zamieszkała w USA, by zrobić karierę tancerki i teraz zna ją cały świat. Szkoda, że uważają ją za cudowną osobę, skoro wcale taką nie jest, przez to, jakie cierpienie mi wyrządziła.
 Josh już nigdy więcej się nie odezwał. Myślałam o nim coraz mniej, jednakże wciąż o nim pamiętałam i jakoś nie chciałam przestać.
 Wiecie już mniej więcej jaka jest sytuacja. Dziś jednak są pierwsze urodziny Louise i mam roboty od cholery, zwłaszcza, że zostałam sama. Ola oraz Dominika są uwaga.. W 8 miesiącu ciąży! Dlatego nie chcę i nie mogę ich wykorzystywać, ani prosić o jakąkolwiek pomoc. Natomiast mój ukochany Liam udziela właśnie wywiadu wraz z Zayn'em.
- Błagam Matt, bądź cicho. Siedź tutaj spokojnie, a ja zajmę się przez chwilę twoją siostrzyczką, dobrze? - uśmiechnęłam się do małego, a ten kiwnął głową.
 Odetchnęłam z ulgą i zaczęłam karmić Louise, bo była bardzo głodna. Po chwili zorientowałam się jednak, że mój synek wstał z kanapy. Nie mam pojęcia po kim on jest taki roztrzepany, chyba po Tommo, który także nie może usiedzieć minuty na tyłku.
 Nagle usłyszałam trzask. Zostawiłam dziewczynkę i pobiegłam szukać mojego synka, którego znalazłam leżącego na podłodze. Spadł ze schodów, jednakże nie płakał, ale się z tego śmiał, chcąc postąpić tak jeszcze raz.
 Nie mogłam wytrzymać. Byłam podenerwowana i nie dawałam sobie rady. I do tego jeszcze ten przeklęty telefon zaczął dzwonić. Zdecydowałam się go odebrać, więc biorąc za rękę Matt'a, wróciłam do salonu.
- Halo? - podniosłam słuchawkę.
- Cześć Monia! Może wpadniemy do Ciebie, co? Mnie i Harry'emu strasznie sie nudzi.. - usłyszałam Horan'a.
- Ratujesz mi życie Nialler. Wpadajcie choćby już - uśmiechnęłam się do siebie.
- To do zobaczenia - rzucił i rozłączył się.
  Przyjaciele zjawili się 20 minut później. Jak na nich przystało nie zadzwonili, ale weszli do domu jak do siebie i obdarowali mnie szerokimi uśmiechami.
- Niall Ty zajmiesz się Matt'em, a Ty Harry Louise, natomiast ja pójdę się ogarnąć. Potem pomożecie mi z przyozdobieniem mieszkania i z jedzeniem - powiedziałam, opadając na kanapę.
- Ja? Przecież ja nie mam zielonego pojęcia o dzieciach! Monika! O czym ja mam z nim rozmawiać? O wróżkach, czy coś?! - krzyczał blondynek, kiedy wstałam z sofy i ruszyłam po schodach na górę.
 Podczas, gdy chłopacy zajmowali czymś dzieciaki, ja poszłam wziąć prysznic i ubrać się jakoś porządniej. Następnie nałożyłam lekki make-up oraz wyprostowałam swoje długie włosy.
 Kiedy byłam już gotowa, zeszłam na dół. To co zastałam w salonie, było przesłodkie. Na kanapie siedzieli Niall i Harry, którzy najwyraźniej zasnęli, a na ich kolanach zauważyłam Louise i Matt'a, oglądających jakąś bajkę w telewizji. Natychmiast sięgnęłam po telefon i zrobiłam im zdjęcie, bo taka sytuacja już może się nie powtórzyć.
- Kochanie wróciłem - krzyknął Liam.
- Shh.. - dałam mu buziaka i kazałam być cicho.
 Gdy zobaczył to co ja przed chwilą, zaczął się śmiać i wziąwszy dzieciaki, wydarł się na całe gardło, że się pali oraz, że wszyscy mają opuścić pomieszczenie.
- Co? Pożar? Gdzie? Horan budź się! Boże pali się! - panikował Styles.
 Podczas, kiedy oni dochodzili do siebie, orientując się, że zrobiliśmy sobie z nich jaja, my turlaliśmy się po podłodze, patrząc na ich głupotę.
- To nie było śmieszne - syknął Irlandczyk.
 Przestawszy się śmiać, wzięliśmy się wszyscy za przygotowywanie domu do urodzin. Wszędzie wisiały serpentyny oraz balony, a na stole położyliśmy kubki, talerze, sztućce oraz czapeczkę urodzinową dla każdego.

*~*

 Około 17 byli już wszyscy, czyli: Eleanor, Louis oraz ich 5 letnia Darcy, Harry oraz Ellie, jego partnerka, z którą jest od dwóch lat, Dominika i Niall, Ola i Malik, Jeremy i Katherine oraz moja i Payne'a rodzina.
 Wszyscy przynieśli masę prezentów, z czego Louise bardzo się ucieszyła. Kochała dostawać coś, przez to, że Li ciągle jej przywoził różne rzeczy. Zwyczajnie ją rozpieszczał, co kompletnie mi się nie podobało.
 Atmosfera była wprost urocza. Wszyscy o czymś zawzięcie dyskutowali lub się śmiali. Nikt się nie nudził, a dzieci w spokoju bawiły się na dywanie. Wreszcie mogłam odetchnąć przez chwilę.

*~*

- Przepraszam kochanie, że nie mogłem Ci dziś pomóc i zostałaś z tym wszystkim sama, ale to nie była moja wina.. Próbowałem przełożyć ten wywiad, ale się nie dało - na twarz Li'ego wstąpił grymas.
- Przecież Harry i Niall mi pomogli - posłałam mu uśmiech.
- Zostaw już to i chodź do mnie - przyciągnął mnie do siebie i usadowił na swoich kolanach.
 Wszyscy goście rozeszli się już do domu, dzieci zostały ułożone do snu, a ja musiałam wszystko ogarnąć, a jak zawsze mój kochany mąż, przeszkodził mi w tym.
- Proszę Cię..  Wiesz, że muszę tu posprzątać - westchnęłam.
- Jak dostanę buziaka to Ci nawet pomogę - uniósł kąciki swych ust do góry.
 Przewracając oczami musnęłam jego usta i już chciałam wstać, gdy on znów przyciągnął mnie do siebie. Oczywiście taki buziak mu nie starczył i chciał więcej.
 Kiedy się od siebie oderwaliśmy, spojrzałam mu w oczy i się zaśmiałam. Mamy prawie 30 lat, a zachowujemy się jak wtedy, kiedy się poznaliśmy.
- Teraz mi pomóż - zagroziłam mu palcem.
 Oboje sprzątnęliśmy ze stołu, a potem z dywanu, gdyż leżały tam zabawki naszych pociech, porozrzucane w każdym kącie i łatwo było na nie nadepnąć czy potknąć się. Następnie udaliśmy się do sypialni i ułożyliśmy się w swoich ramionach w łóżku.
- Skarbie pamiętasz, że niedługo nasza rocznica - szatyn przegryzł moje ucho.
- Ja oczywiście, ale że Ty pamiętasz to jest dla mnie dziwne - zaśmiałam się, spoglądając na niego.
- Nie przesadzaj - pokazał mi język. - Wiesz.. Może napisalibyśmy kolejny napis na 'naszej' ławce w parku? - spytał.
- Dlaczego? Przecież tamten wyraził prawdę. ,, L+M= forever together ''. Dotrzymałeś obietnicy  - musnęłam jego usta, co miało oznaczać moje małe podziękowanie.
- No tak, wiem. Jednakże może napisalibyśmy pod tym imiona i daty urodzin naszych dzieci, co o tym sądzisz? - zaproponował.
- Kochanie to świetny pomysł - uśmiechnęłam się.
- Mamo, tato? - Drzwi otwarły się i do naszego pokoju wszedł całkowicie przerażony Matt.
- Co się stało synku? - zapytałam.
- Śnił mi się koszmar. Mogę dziś z wami spać? - wdrapał się na łóżko.
- Oczywiście skarbie - pomogłam mu wejść pomiędzy nas i okryłam jego ciało kołdrą aż po szyję.
- Mam najlepszych rodziców na świecie - odezwał się chłopiec.
 Oboje z Liam'em rozpromieniliśmy się na jego słowa. Przypomniałam sobie jak w sylwestra 10 lat temu, dziękowałam za przyjaciół i chłopaka oraz prosiłam, by zostali ze mną na zawsze. Dziś dalej jesteśmy razem i wciąż proszę by zostało tak do końca życia.
- Kocham Cię skarbie - wyszeptał do mnie Liam.
- Ja Ciebie też - odpowiedziałam i zgaszając małą lampkę, opadłam na poduszkę, zamykając oczy, a moją twarz zdobył szeroki uśmiech.
------------------------------------------------------------------------------

 Przepraszam, kompletnie mi to nie wyszło. Nie umiałam napisać, tak jakbym chciała, to jak wygląda sytuacja 10 lat później. Myślę, że choć w małym stopniu wam się spodoba, bo jak nie, to się powieszę, o ;__;
 Dzięki, że dalej jesteście ze mną <3 Wciąż zapraszam na: http://ziam-onedirection.blogspot.com/ . Dziękuję wam jeśli czytacie mój kolejny blog, bo bez was by go nie było <3
 Dobra misiaczki, raczej nie macie już tutaj po co wchodzić. Opowiadanie skończone, epilog napisany.. Niczego chyba więcej nie trzeba :)
 KOCHAM WAS, TAK MOCNO MOCNO <3 MIŁEGO DNIA! x
 Zostawiam was z tym słodkim gifem, hihi ♥.


niedziela, 5 maja 2013

Nowe opowiadanie + pytanie oraz podziękowanie ♥.

 Witajcie po raz kolejny! Mam do was trzy dwie sprawy, a mianowicie:
1) Nowy blog.
2) Pytanie!
3) Podziękowanie.
 Jeśli chodzi o nowego bloga, to.. TUTAJ JEST LINK -> http://ziam-onedirection.blogspot.com/ . Pojawił się już tam wstęp oraz pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że wam się spodoba! Nie mogę się doczekać waszej opinii, dlatego proszę o jak najszczersze komentarze :)
 Jeśli chodzi o to pytanie to.. Ktoś napisał, że fajnie by było, jakbym na tym blogu napisała jakiś Epilog np. 10 lat później. Pomyślałam nad tym i w sumie czemu nie? Ale pytanie czy byście to przeczytali i czy to aby na pewno dobry pomysł? Zostawiam decyzję wam!
 Jeśli zaś chodzi o podziękowanie to.. Przekroczyliście tutaj 100 tysięcy wyświetleń! Jestem taka dumna <3! Dziękuję za wasze każde wejście, które bardzo wiele dla mnie znaczy :) xx

 MIŁEJ NIEDZIELI MIŚKI I ZAPRASZAM SERDECZNIE NA NOWEGO BLOGA xx

 Może seksowny Harry was zachęci ♥.

czwartek, 2 maja 2013

Haaaaaaaaaaaaaalooooooooooooo ♥.

 Cześć moi kochani czytelnicy, którzy jeszcze, nie rozumiem z jakich przyczyn, wpadają tutaj! Muszę wam powiedzieć, że bardzo za wami tęsknie, ale spokojnie.. Już niedługo!
 Tak! Piszę do was z dobrą wiadomością! Wzięłam się za pisanie nowego opowiadania! Mam już napisane trzy rozdziały. Naskrobię ich jeszcze parę i stworzę nowego bloga. Niestety, albo i stety, opowiadanie nie będzie hetero, a homo. Będzie w nim uwaga, uwaga.. Ziam ♥.
 Mam do was pytanie, właśnie dotyczące nowego bloga.. Czy czytalibyście po raz kolejny moje wypociny, w dodatku w trochę innym wydaniu? Jeśli ktoś tu jeszcze zagląda, to mam nadzieję, że mi odpowie czy coś #lol
 W każdym bądź razie, KOCHAM WAS MOCNO I LICZĘ NA WAS KOCHANI ♥.

 Na koniec taki mały Ziam ode mnie, robiący dziwne rzeczy z mikrofonem :)

sobota, 27 kwietnia 2013

Chapter hundred and fourty two = LAST ♥.

... Josh.
- Wiem, że kazałem wam o mnie zapomnieć, ale ja nie potrafię wyrzucić ani Oli ani Ciebie z pamięci. Chciałem wam jedynie życzyć szczęśliwego nowego roku, byście więcej nie spotkały takiego frajera jak ja - odrzekł.
- Tobie również wszystkiego dobrego w nadchodzącym roku. I proszę Cię, nie mów tak. Nie jesteś frajerem! - Oburzyłam się.
- Trzymaj się - rzucił i westchnąwszy głęboko, jakby walczył sam ze sobą, rozłączył się.
 Bardzo było mi go szkoda. Zdarzyło się mu popełnić kilka błędów, ale żałował za nie i starał się, by o nich  nie pamiętać. Szkoda, że nie dane nam było się pożegnać. Chciałabym go teraz zobaczyć. Cholernie za nim tęsknie..
 Potrząsając głową, próbuję odrzucić moje myśli od tego chłopaka, którego prawdopodobnie więcej nie spotkam, i znów zaczynam grzebać w swoich ubraniach. Odnajduję tam moją starą, jasną sukienkę, mającą brązowe kropki i tego samego koloru pasek. Leżała na dnie szafy i kompletnie o niej zapomniałam, a jest odpowiednia na jutrzejszą zabawę.
 Położywszy ją na fotelu, poszłam wziąć prysznic i z mokrymi włosami ułożyłam się w łóżku.
 Rankiem poczułam jakby ktoś na mnie wskoczył. Cholera, co się dzieje?
- Monia wstawaj! Nie wiem co mam ubrać! - Krzyczała przyjaciółka, szarpiąc mną.
- Daj mi spać, masz jeszcze na to cały dzień - odwróciłam się na drugą stronę.
- Jest już 12! Nie za bardzo mam czas! - Znów mną szarpnęła, tym razem mocniej.
- Dobra już! Po śniadaniu Ci pomogę - westchnęłam i zwlekłam się z łóżka.
 Posiliwszy się, tak jak obiecałam Oli, poszłam pomóc jej w doborze odpowiedniego stroju. Od razu po zajrzeniu do jej szafy, w oczy rzuciła mi się prosta, kremowa sukienka. Wyciągnęłam ją więc i pokazałam brunetce.
- Myślisz, że będę w niej ładnie wyglądać? - Spytała.
- Będziesz wyglądać przepięknie. Założysz ją i bez żadnego ale, dobrze?
- Okej, już okej. Dziękuję - uśmiechnęła się.
 Następnie opuściłam jej pokój i zeszłam na dół aby wykonać kilka czynności dla mojej mamy oraz wypuścić choć na chwilę Brit'a.
 Łącznie z obiadem zeszło mi to do 15 i trzeba było się już powoli przygotowywać. Ubrałam, więc moją sukienkę, wyprostowałam włosy, nałożyłam lekki make-up i wypachniłam się. Wyrobiłam się ledwie na 17, o której to miał wpaść po mnie Harry wraz z Liam'em.
 Gdy ujrzałam auto przed moim domem, pożegnałam rodziców oraz mojego brata. Ola miała dojechać potem z Lou, El, Dominiką, Niall'em i Zayn'em. Wziąwszy tort z mieszkania, weszłam do samochodu przyjaciela.
- Wszystko masz skarbie? Nie chcę byśmy się potem wracali - spytał Li.
- Mam raczej wszystko. Najwyżej zadzwonię do Olki - uśmiechnęłam się.
- Pięknie wyglądasz - odezwał się Hazza.
- Ej, nie podrywaj jej! - Szturchnął go szatyn.
- Po prostu ją skomplementowałem, bo Tobie to nawet na myśl nie przyszło, mądralo - odparł Styles i odpalił maszynę.
- Nie prawda! Właśnie chciałem jej powiedzieć, że wygląda naprawdę zjawiskowo - pokazał mu język.
- Dość tego. Dziękuję wam obu i wy także wyglądacie niesamowicie - przewróciłam oczami.
 Po niedługim czasie znaleźliśmy się pod lokalem. Wyciągając z samochodu ciasto oraz serpentyny i balony weszliśmy do środka.
 Były już tam pięknie nakryte stoły z jedzeniem. Wystarczyło tylko przyozdobić trochę wnętrze przez nas i już będzie to bardziej przypominało imprezę sylwestrową, niżeli jakieś przyjęcie komercyjne.
 Nadeszła 19. Goście powoli zaczęli się zbierać. Poznałam wielu przyjaciół chłopaków. Zresztą nie tylko ja, bo Ola i Dominika również.
 W końcu zebrali się już wszyscy i została puszczona muzyka.
- Skarbie zatańczysz? - Usłyszałam głos blondynka.
- Nie chciałbyś z kimś innym? Na przykład Victorią? Widziałam jak na nią patrzyłeś, jak wspaniale wspominaliście wspólne czasy, śmiejąc się przy tym nader głośno - skrzyżowała swoje ręce na klatce piersiowej Dominika.
- Nie, nie chciałbym. Ty jesteś najpiękniejsza i to z Tobą chcę spędzić nie tylko ten dzień oraz noc, ale i całe swoje życie - złapał jej dłoń.
- Cholera Niall. Jesteś zbyt słodki - zaśmiała się.
- Ale za to mnie kochasz - wyszczerzył się i pociągnął ją na parkiet.
 Rozejrzałam się teraz w poszukiwaniu Malik'a i Oli. Kiedy w końcu ich znalazłam, zaczęłam bacznie obserwować ich zachowanie, gdyż nie mogłam usłyszeć rozmowy, z powodu odległości dzielącej nas.
 Najpierw chyba się o coś kłócili, a następnie Zayn, pocałował ją całkiem znienacka i zabierając jej lekkie ciało w swoje silne ramiona, wyniósł na parkiet.
 Zaśmiałam się widząc to. Wszyscy byli tak cholernie szczęśliwi. Chciało mi się płakać.
 I wtedy poczułam czyjeś dłonie na swoich oczach.
- Liam wiem, że to Ty - zaśmiałam się jeszcze bardziej.
- Skąd wiedziałaś? - Usiadł obok mnie.
- Twoje perfumy czuć na kilometr, a w dodatku tylko Ty masz takie ręce - uniosłam jedną brew do góry.
- Jakie? - Zaciekawił się.
- Pasujące do moich - wytknęłam język w jego stronę i splotłam nasze dłonie, na co szatyn szeroko się uśmiechnął.
- Chodź - powiedział wstając i pociągając mnie za sobą.
- Gdzie? - Zapytałam.
 Nie odpowiedział. Oboje wyszliśmy na tyły restauracji i zajęliśmy miejsce na bujanej ławce. Payne mocno mnie objął, by nie było mi zimno. Czułam się normalnie jak w jakimś filmie! Aż trudno uwierzyć, że mam taki skarb przy sobie.
- Dlaczego tu przyszliśmy? - Spojrzałam na niego.
- Ładne gwiazdy - odrzekł, nie odpowiadając na moje pytanie.
- Wiem, ale czy Ty w ogóle mnie słuchasz? - Oburzyłam się.
- Oczywiście, że tak - zaśmiał się. - Pamiętasz jak mówiłem, że mam dla Ciebie dwie niespodzianki? - Przejechał kciukiem po moich ramionach, przez co całe moje ciało przeszedł dreszcz.
- Tak - odpowiedziałam.
- No, więc pierwsza z nich to.. - przerwał mu ktoś.
- Wiecie czy mogę się tu gdzieś załatwić? - Odezwał się jakiś facet.
- Stary w środku są łazienki - przewrócił oczami Liam, a ,, intruz '' podziękowawszy, oddalił się. - No, więc na czym skończyłem? Ach, tak. Wiem jak bardzo bałaś się, że Danielle znów między nas wkroczy. Teraz już możesz przestać się obawiać, bo panienka Peazer ma zakaz zbliżania się nie tylko do One Direction, ale i do ich dziewczyn - uniósł kąciki ust do góry.
- Żartujesz prawda? - Oderwałam się od oparcia ławki.
- Nie. Mówię serio - zaśmiał się.
 Z nieopisanej radości rzuciłam się na niego, dziękując chyba z tysiąc razy. Tak bardzo bałam się, że znów zniszczy nasz związek, a teraz to wszystko nie ma znaczenia. Wreszcie da nam spokój.
- No i druga niespodzianka.. - zaczął szatyn, kiedy w końcu się od niego odczepiłam. - Po sylwestrze, zabieram Cię na tygodniowy wyjazd do Francji - dodał.
- Li nie.. Przepraszam, ale nie mam wystarczająco pieniędzy na opłatę takiej podróży - westchnęłam, czując, że bardzo go zawiodłam.
- Głuptasie ja to opłacę - podniósł mój podbródek.
- Nie chcę byś mi coś fundował. Nie jestem z Tobą dla pieniędzy - rzuciłam, marszcząc czoło.
- No przecież wiem - zaśmiał się. - Nie obchodzi mnie to, że nie chcesz. Po prostu tam pojedziemy. Tylko Ty i ja, we dwoje, odpocząć od świata. Pragnę odpłacić Ci się za wyrządzone przeze mnie zło i twój smutek - splótł nasze dłonie.
- Jesteś najukochańszym chłopakiem pod słońcem - przytuliłam go mocno, a z mojego policzka spłynęła łza.
- Nie płacz skarbie - wytarł mokre miejsce.
- Dobrze - zachichotałam. - Idziemy już do środka? - Zapytałam.
 Szatyn skinął głową i podążyliśmy do lokalu. Impreza rozkręciła się na całego. Niektórzy już za dużo wypili, a inni szaleli na parkiecie, zupełnie nie przejmując się ludźmi.
- Chyba czas już na nasz tort - obok mnie zjawił się Harry.
- Też tak myślę. Chodźmy do kelnerów - złapałam go za rękę.
 5 minut później staliśmy już na środku restauracji z ciastem, z którego buchało 21 świeczek. Wszyscy zaczęliśmy śpiewać solenizantowi ,, sto lat '', a Lou? On się poryczał! Serio, co jak co, ale po nim bym się tego nie spodziewała..
 Atmosfera była naprawdę fantastyczna i po odśpiewaniu, wszyscy zaczęli klaskać, a Tommo podszedł do naszej dwójki i mocno objął.
- Nie jestem w stanie wyrazić tego jaki jestem szczęśliwy. Dziękuję - odparł, a jego uśmiech nie schodził z twarzy.
 Jeszcze większa radość tchnęła w niego po ujrzeniu tortu. Znów nas wyściskał i powiedział, że lepszego w życiu nie dostał, na co z Hazzą przybiliśmy sobie piątkę.
 Po skosztowaniu ciasta, pozostało zaledwie pięć minut do Nowego Roku, więc wszyscy zaczęli wychodzić na dwór. Stanęłam wraz z Olą, Dominiką i Eleanor, a chwilę potem, nasi ukochani objęli nas od tyłu. To było naprawdę słodkie i na takie też mogło wyglądać.
 Obok mnie i Li'ego stanął Harry. Było mi bardzo szkoda, że jest sam, dlatego chwyciłam jego rękę i posłałam mu uśmiech, co oczywiście on odwzajemnił.
 Minuty dłużyły się w nieskończoność, aż w końcu zaczęto odliczać. Wtedy Liam odwrócił mnie przodem do siebie.
- Planowałem to już od dawna - uniósł kąciki ust do góry i gdy pozostały zaledwie trzy sekundy do powitania Nowego Roku, szatyn wpił się w moje usta, a nasze języki poczęły wykonywać taniec radości.
 Byłam głucha na to, co działo się tuż obok mnie. Krzyki radości, oklaski, petardy na całym niebie.. Liczył się tylko on, tylko mój ukochany, z którym chciałam spędzić całe swoje życie.
- Kocham Cię - odparł, po odłączeniu naszych ust.
- Ja Ciebie też - przytuliłam go do siebie.
- Grupowy tulas! - Wydarł się Horan.
 Wszyscy parsknęliśmy śmiechem i przytuliliśmy się z całych sił. W swoich rękach miałam swoje największe szczęście. Najlepszych przyjaciół na świecie i najukochańszego chłopaka pod słońcem. Dziękuję Ci, Boże za taki dar, który mam nadzieję, zostanie już ze mną na zawsze.

                                                     THE END.
------------------------------------------------------------------------------------------------
 Przepraszam. Wiem, że obiecałam dodać tą notkę już wczoraj, ale niestety zabrakło czasu. Nie miałam pojęcia, że tak to wyjdzie.
 Czas się pożegnać, co dziubaski? Wiele z wami przeżyłam i wiedzcie, że nigdy, ale to nigdy was nie zapomnę! Nie chcę tutaj nikogo wyróżniać, DZIĘKUJĘ WAM WSZYSTKIM za to, że byliście, pocieszaliście mnie, wspieraliście.. JESTEŚCIE NAJLEPSZYMI CZYTELNIKAMI EVER ♥.
 Prawie popłakałam się czytając komentarze pod poprzednim rozdziałem. Widzę jak wam szkoda i jak bardzo ważny był dla was ten blog i opowieść Moniki. Przepraszam, ale koniec był już zaplanowany od dawna i nie chcę niczego zmieniać. Nie chcę robić z tego kolejnej ,, Mody na sukces '' tym bardziej, że jedna z was napisała, że dobrze, że kończę, bo opowiadanie stawało się nudnawe :) Bardzo się również cieszę, że mogłam być waszą inspiracją, i jak twierdzicie, dzięki mnie wy również zaczęliście pisać swoje blogi. To naprawdę bardzo miłe <3
 Co do pisania kolejnego bloga.. Pomyślę nad tym, ale nic nie obiecuję. No i nie będzie to już normalne opowiadanie. Pragnę napisać coś o Ziam'ie. Mam nadzieję, że jeśli je napiszę, będzie równie ciekawe i WY także je będziecie czytać! Jeśli się zdecyduję na napisane, to obiecuję, że dodam wiadomość tutaj, na tt i na moim fanepage'u :)
 Boże, strasznie chce mi się płakać.. To już KONIEC. Jeszcze raz wam dziękuję i mam nadzieję, że nie tylko opowiadanie, ale i rozdział końcowy przypadł wam do gustu :) Liczę na waszą opinię!
 KOCHAM WAS TAK STRASZNIE MOCNO <3 Jeśli za mną zatęsknicie, odezwijcie się na asku, fb, tt.. Gdziekolwiek :) Zawsze znajdę dla was czas!
 Życzę wam miłej soboty i nie rozpaczajcie już tak bardzo misie, bo robi mi się smutno : *
 Żegnajcie kociaaaaaaaaki ♥.